10 wybranych zasad zarządzania według Jonathana Rosenberga

Rosenberg to człowiek który zdefiniował zarządzanie produktem w Google, zrezygnował z prowadzonej funkcji w 2011. Ostatnio na twiterze trafiłem na video Jonathana  „Rules to success” Link do niego znajdziecie u dołu wpisu.

Rosenberg mówi w kilkudziesięciu punktach o aspektach dobrego zarządzania produktem i projektem, postanowiłem się odnieść do 10 wybranych aspektów jego przemowy. Miłej lektury:)

 

źródło Google

źródło Google

Nie nauczysz pasji

Kto rekrutował do firmy, czy projektu wie jak trudno pozyskać dobrego współpracownika. Motywację stworzysz dobrymi warunkami pracy i atmosferą. Jednak to goście z prawdziwą pasją potrafią swoim zaangażowaniem ruszyć firmę w odpowiednim kierunku.  Rzucają szalonymi pomysłami, przyciągają innych wariatów i motywują resztę zespołu do działania.

Unikaj HPPO

Pamiętam brainstorming przy kilku projektach, wszyscy rzucają pomysłami, spisujemy je na tablicy. Zaczynamy wybierać dalsze pomysły i nagle pojawia się to dziwo czyli HPPO i ustawia wszystkich po kontach.  HPPO to nic innego jak Highest Paid Person’s Opinion.  Rosenberg mówi że w dzisiejszych czasach tytuły nic nie znaczą, trudno się z tym nie zgodzić. Każdy jest człowiekiem i może się mylić. Jeszcze gorzej jest jeśli przełożony/kierownik nie nadaje się do bycia szefem bo uważa się za eksperta we wszystkim, pisałem w poprzednim tygodniu tutaj. Kiedyś usłyszałem że prawdziwa wartość firmy nie jest budowana na podstawie inicjatywy odgórnej czyli od szefów i kierownictwa, ale z samego dołu.  Coś w tym jest w szczególności jeżeli popatrzymy na firmy, które odniosły duży i szybki sukces. Zanim ktoś coś powie o takich liderach jak Jobs, niech się najpierw dwa razy zastanowi. Jobs jako CEO popełniał wiele błędów gdy zostawiano go samego bez sztabu zaufanych ludzi i wizjonerów. Odsyłam do jego biografii, bardzo dobra książka swoją drogą.

Dobre osądy i decyzję pochodzą z doświadczenia

No właśnie, błędy… Rosenberg mówi “Pokaz mi zespół który nigdy nie popełnił błędu, a ja pokaże ci że nie zrobił nic innowacyjnego”. Błędy są dobre, naprawdę dobre, ale ważne jest by nie zapominać o wyciąganiu wniosku z nich. Np. stosując metodę 5 razy dlaczego.  Ze swojego doświadczenia, podczas pewnego projektu, którego prowadziłem przez wiele miesięcy, mając znikome doświadczanie popełniałem masę błędów, w tym wiele krytycznych. Po kliku miesiąc doszło do całkowitego  wstrzymania działań. Potrzebowałem 2 miesięcy żeby się ogarnąć, zrobiłem analizę swoich decyzji, wyciągnąłem wnioski. Dzisiaj nadal popełniam błędy, ale nie boję się zawetować np. HPPO, wiem które rzeczy nie działają i że błędy i wyciągane z nich doświadczenie wiele mi daje w dalszych pracach.

Nigdy nie przestawaj się uczyć

Studiując na uniwersytecie dowiedziałem się o sobie jednej rzeczy. Nauka teorii na wykładach rzeczy, których nie prątkuje mija się z celem. W szczególności jeśli chcesz pracować przy nowych technologiach. Wszystko drastycznie się zmienia i przedawnia. Wiedza, którą zdobywasz teraz za 3 lata nie będzie się już do niczego nadawała. Kiedy pracowałem jako SEMowiec codziennie agregowałem artykuły na które natrafiłem, żeby w sobotę siąść i przy dobrym napitku przeczytać wszystko, zanotować i co ciekawsze pomysły wdrożyć i przetestować w kampaniach klientów z początkiem nowego tygodnia. Teraz kiedy robię trochę bardziej złożone rzeczy czytam dużo książek, a skoro mam robić notatki z nich to uznałem że będę się nimi dzielił na tym blogu :)

Rekrutuj mądrze

Prosta zasada trudniej zwolnić niż zatrudnić. Rok temu byłem na prezentacji Leszka Zawadzkiego z Chop-Chop na drugiej lub trzeciej edycji wrocławskiego Bootstrapa. Leszek w swojej prezentacji poruszył temat dobierania sobie współpracowników do zespołu. Metoda nazwała się „na bezludną wyspę”.  Wyobrażasz sobie sytuacje w jakiej ty i osoba rekrutowana dogadalibyście się na bezludnej wyspie. Czy przez kilka miesięcy współpracowalibyście ze sobą czy skoczyli do gardeł po tygodniu? Ciekawa metoda rekrutacyjna, bo ile razy zdarzało się formować zespoły w projektach złożone z samych speców, którzy tyłek mieli wyżej od nosa i nie potrafili się dogadać. Wolę pracować z trzema pasjonatami , którzy świetnie się dogadują, a równocześnie mają ubytki w warsztacie. Niż z trzema perfekcjonistami, którzy nie potrafią się przez 2 dni dogadać na jakich narzędziach będą pracować (widziałem  w takich w akcji, nie polecam)

Doveryai no proveryai

O dziwo mądre rosyjskie powiedzenie. Ufaj, ale sprawdzaj. Nie, nie sprawdzaj bo ktoś się pomyli celowo, ale w natłoku obowiązków coś może zostać pominięte.  Jeżeli chodzi o prace w zespole gdzie każdy prowadzi podobne projekty, robi strony, kodzi czy prowadzi kampanie SEM fajnie jest by wprowadzać kontrole krzyżowe pomiędzy pracownikami.

Unikaj zbędnej biurokracji

Kolejny punkt z którym w pełni  się zgadzam. Przez biurokracje nie mówię tutaj nawet o mega rozbudowanych procedurach, które często są sztuką dla sztuki , ale o rzeczach o wiele mniejszych. Przykładem niech będzie np. CRM w dziale sprzedaży. Znam firmy którym wystarczy prosty arkusz w execelu inne potrzebuję czegoś bardziej zawansowanego. Zawsze jednak w granicach rozsądku. Spotkałem się z paroma przypadkami gdzie wprowadzenie klienta do systemu trwało kilkanaście minut! Ten czas można przeznaczyć na bardziej efektywne rzeczy.  Kiedyś odgórnie zostałem zmuszony do prowadzenie logu z prac. Trafiała do niego każda wykonana czynność, nie były to taski wprowadzane z automatu, ale wprowadzane przez mnie opisy tekstowe. Nie muszę chyba mówić ile czasu na to traciłem…

Opowiadaj historie (story telling)

O stroytellingu poświęcę niedługo oddzielny wpis. Do pewnego czasu myślałem że storytelling to nic innego jak korporacyjne lanie wody ku zmotywowaniu pracowników na parę dni. Jednak zacząłem w ostatnim czasie używać go do tworzenia wspólnej wizji w projektach. Używanie anegdot i krótkich historii o których zasłyszałem lub przeczytałem pomaga mi docierać ze swoim punktem widzenia do innych często opornych współpracowników.
Na wstępie mogę polecić książkę Storytelling – narracja w reklamie i biznesie wydaną przez Saatchi & Saatchi.

Bądź krytyczny wobec siebie

Jonathan mówi o tym że raz w rok spisuje krytyczną samoocenę swojego postępowania. Jeden z moich znajomych robi tak po każdym dużym projekcie. Ja w tym roku wreszcie też zmuszę się do takiego wyciągnięcia wniosków. Nikt nie jest doskonały w ty również. Jeżeli nie chciałbyś pracować ze samym sobą to kto inny by chciał?

 

 

 

  • JakubZiolkowski

    Bardzo fajny tekst. Warto podkreślić punkt związany z pasją pracownika. Sam przekonałem się, że w pracach nad startupami odgrywa olbrzymią rolę, podobnie jak fakt, czy osoba pracująca „czuje” projekt. Można być mistrzem programowania, kochać nowe technologie, ale jak robi się coś, czego się do końca nie rozumie, albo nie ogarnia danej branży /niszy to nie ma co liczyć na wielkie efekty.

    • lukkonior

      W pełni się z tobą zgadzam, dzięki za dobre słowo:)

  • Aleksandra Lemańska

    Mnie szczególnie podoba się punkt o rzekomej nieomylności zarządzających. Nie ma nic gorszego, jak człowiek, w którego przekonaniu wszyscy doookoła są idiotami, a on jeden jest najlepszy, z największym doświadczeniem – ogólnie NAJ. I nie da sobie nic powiedzieć – BO NIE MOŻNA MU ZWRÓCIĆ UWAGI.
    Trochę pokory i krytycyzmu by się przydało zaskakująco często.
    Amen.

  • tmuter

    „Jednak zacząłem w ostatnim czasie używać go do tworzenia wspólnej wizji w
    projektach. Używanie anegdot i krótkich historii o których zasłyszałem
    lub przeczytałem pomaga mi docierać ze swoim punktem widzenia do innych
    często opornych współpracowników.”

    Czy możesz podać jakiś przykład?

    • lukkonior

      Przykład:
      Bolek – „Ty Mietek pa co KommercePol zrobił u siebie w sklepie, trójkątne półki”
      Mietek – „Phi KommercePol nie jest dla nas żadną konkurencją, to małe sklepy są i inny trochę inny asortyment mają”
      Bolek – Mietek, a znasz to historyjkę o dyrektorze marketingu z coca-coli?
      Mietek – Ne…
      Bolek – „Kiedyś dyrektor marketingu Coca-Coli został zapytany w wywiadzie,
      – Cola ma tak naprawdę tylko jednego konkurenta w postaci Pepsi, dlaczego więc taką potężne sumy przeznaczacie na reklamę i marketing.
      Na co usłyszał odpowiedź:
      – Coca-Cola ma wielu konkretów,
      Dziennikarz pyta:
      – Jak to mówimy o mniszych markach, przecież one z waszego punktu widzenia nic nie znaczą?
      Na co dyrektor odpowiada
      – Nie, nie mówię tutaj o innych colach, mówię o wodzie
      Mietek – You changed my thinking man!
      Czy coś podobnego ;)

  • wodek

    Super punkty. Zauważyłem jednak że jest ich tylko 9! a miało być 10 :)